wtorek, 26 maja 2015

Szybka proźba

Ludziki, jeśli podoba wam się mój blog, bardzo proszę, pogmerajcie gdzieś tam w sieci i znajdźcie magiczny guzik, żeby kliknąć, że OBSERWUJECIE tego bloga. I przy okazji, piszcie jak wam się podoba. Ten pościgi jest taki chwilowy, dodatkowy, więcej takich nie będzie.

poniedziałek, 25 maja 2015

Mit o stworzeniu świata.

Dziś środa, więc post - mit! Enjoy!

Na początku, standardowo, był chaos. Znając mity można się łatwo domyśleć, że było takie nic i nagle - srujt! - z chaosu wyłania sie bóg. Tym pierwszym bogiem był Rod. No i Rod sobie tak latał w tym chaosie i latał, aż w końcu stwierdził:
        - Kudre, nudno tu! - i stworzył wielką kulę wody. Potem latał sobie jeszcze przez bliżej nieokreślony czas ach'ując i och'ując nad kulką wody, kiedy doszedł do wniosku, że ta kulka też go tak właściwe nudzi. No jak sie jest super, mega, ultra nieśmiertelnym bogiem, to sie po jakimś czasie wszystko znudzi, no nie? No więc tak patrzy na tą kulę wody a tam... Jego cień. I stwierdził:
         - Ej, a czemu właściwie nie miał bym stworzyć dwóch ziomków z mojego cienia? - No i stworzył. I narazie był ukontentowany. A ci ziomkowie, którzy byli drugimi z pierwszej trójki bogów nazywali się Swaróg i Weles. Swaróg siedział i sie nudził w zrobionej przez siebie z promieni słonecznych (czy tylko ja zauważyłem, że nie wiadomo skąd jest słońce?) łódeczką. A Weles moczył zadek w głębinach. No i tak sobie co jakiś czas gadali, jak to ziomkowie i doszli do wniosku, że stworzą ziemię, żeby na niej legnąć zadkiem, wytykać leniwy pępol do słońca i tyć, czyli delikatnie mówiąc, żeby odpocząć. No i Weles (poniewarz Swaróg był leniwym żulem i nie nauczył się pływać) nurkował w głębinach głębin, żeby dotrzeć do dna. Bo przecież, jak się tworzy kulę WODY, to oczywiście dno musi być! No i nurkował dwa razy (bo raz zapomniał po co, a drugi raz głowy :) ) i za trzecim razem udało mu się przynieść garść piachu. Ale fajfus był zazdrosny, jak to często w mitologii bywa i chciał być panem wszechświata, więc wsadził do mordy parę ziaren piachu. No i jak wypłynął, to dał Swarogowi resztę piachu (jakby nie mógł wziąść sobie wszystkiego i powiedzieć Swarogowi, żeby sie wypchał, bo teraz on rządzi). No to Swaróg wziął i mówiąc "mocą Welesa i moją" rzucił piach na wodę. Ziarna zaczęły rosnąć i rosnąć i sie ziemia robiła. A Weles miał problem, bo mu papę piach zapychał. No więc wypluł ziarna i tak powstały góry. Twórcze.

         Potem oczywiście Welesidło się fochło i poszło w cholerę. A Swarożydło się zaczęło martwić, bo ziemia rosła ciągle jak na drożdżach. Więc obawiał się, że ziemia tak się rozrośnie, że wyleci poza wodę. No i tak się zamartwiał i zamartwiał a potem, znanym tylko sobie sposobem dowiedział się, że gdzieś tam, za górami, za lasami i czterema Burger kingami, siedzi sobie Weles i zna sposób na powstrzymanie wzrostu ziemi. No więc Swaróg stworzył pszczołę. Tak sobie, bo czemu by nie? No i wysłał ją na przeszpiegi. A Weles siedział nad brzegiem morza i mówił do siebie (No, monologi są w stylu bogów), wcale nie zauważając pszczoły, bo po co? I ta pszczoła jak go podsłuchała, to potulnie wróciła do Swaroga. I tak Swaróg dowiedział się, że żeby ziemia przestała rosnąć, trzeba ułożyć kije, aby wyznaczały kierunki świata. 
No więc stworzył kije z piachu i promieni słońca (aha, tak, jasne. Ciekawi mnie tylko jak Weles mógł wiedzieć o czymś takim jak "kij", skoro dopiero Pan Twaróg go stworzył). Potem ułożył kijaszki na ziemi i powiedział coś w stylu "już nie rośnij". I tak powstała ziemia.

Info

Kolejny post już w środę!!! A teraz, postanowiłem, że będę pisał posty wyjaśniające pewne sprzeczności mogące pojawiać się podczas czytania opowiadania, czyli będę wyjaśniał pochodzenie cechy itd. Denonów, bogów i chmurników. Potem może z tego powstać coś na kształt leksykonu. Czyli będzie post - leksykon w poniedziałki
Post - mit w środy
Post - rozdział w piątki

Chmurnicy - według mitologii słowiańskiej byli to pół ludzie pół demony walczący ze złymi płanetnikami. Na potrzeby historii zwiększyłem ich rolę do organizację zwalczającą wszelkie rodzaje demonów.
 
Płanetnicy - złe demony, coś na krztałt smoków, kierują chmurami i powodują niepogodę. Potomstwo Strzyboga, znienawidzone przez Swarożyca

Swarożyc - bóg żywiołu powierza

Swarożyc - bóg słońca, syn Swaroga.

Swaróg - bóg nieba, boski kowal. Główny bóg rządzący przyrodą i społeczeństwem, stworzył on prawo. Jeden z trzech pierwszych bogów

Strzyga - żeński demon nocny duszący ludzi i żywiących się ich krwią. Według wierzeń starosłowiańskich strzygą zostawał się na dwa sposoby - przez klątwę, lub przez samoczynne wykonanie się z grobu. Dlatego zmarłych zakopywano twarzą do dołu.

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 1

Zanim przejdę do tekstu opowiadania chciałbym nadać komunikat. To, co aktualnie czytasz w przyszłości najpewniej będzie książką, lub zbiorem opowiadań. Ci, którzy tworzyli w komentarzach swoje postaci, proszę o napisanie, czy chcecie abym ich użył, czy nie. A teraz... Enjoy!


Wszystko zaczęło się, kiedy pewna staruszka w zamian za pomoc usiłowała mnie zabić...

 

Tak, jak co dzień wracałem ze szkoły do domu. Było późne popołudnie, przechodziłem akurat koło starego stadionu na chwiałce. Chwilę wcześniej, na przystanku autobusowym przy Szosie Dębińskiej rozstałem się z moim najlepszym kumplem, Krzyśkiem Muszyńskim, zwanym potocznie Muchą.

Mucha jest osobnikiem postury sportowej, rzekłbyś atletycznej. Wyrzeźbione jego ciało, jakże mocno kontrastujące z moją chuderlawą osobą, urobione jest poprzez uczęszczanie do wszystkich okolicznych KKS-ów, na AWF i siłownię trzy razy w tygodniu.  Mucha jest mim osobistym ochroniarzem i wiernym druhem.

Ach, jakże gorzko żałowałem, że nie ma go przy mnie, kiedy pomogłem tej z pozoru poczciwej staruszce zbierać rozsypane zakupy! Kiedy kierowałem się w stronę starego miasta, przechodziłem obok starego, nieczynnego już i uzurpowanego przez bezdomnych i wandali stadionu.

Wyglądała na normalną starszą kobietę. Siwe, rzekłbyś białe włosy, wychudła, jakby zanadto dotknięta zębem czasu twarz naznaczona mocno kontrastującymi czerwienią ustami. Oczy miała w kolorze niesamowitym, niespotykanym raczej, znaczy to w ciepłej gamie koloru pomarańczowego. Ubranie, a raczej szczelna kotara, wisiały na niej jak szmaty na strachu na wróble, przygniatając ja do wtóru toreb z zakupami do ziemi. Cała sprawiała wrażenie niewyspanej zombie.

Kiedy owa osoba mijała mnie, drażniąc moje delikatne receptory zapachowe ostrym zapachem naftaliny i starych perfum, wytrącając mnie tym samym z letargu spowodowanego kojącymi dźwiękami muzyki dochodzącymi z słuchawek, niefortunnie ramię plastikowej torby nie wytrzymało naporu zakupów i pękło z trzaskiem. Jak łatwo się domyśleć, wiktuały rozsypały się po żwirowanej nawierzchni. Puszki z grzechotem odtaczały się coraz dalej, do wtóru brzdąkania butelek i dźwięku upadających spłachci mięsa.

Rzuciłem się z pomocą. Pozbierałem puszki i butelki, i wszystko inne, co odleciało, czy tez odtoczyło się nieco dalej. Odwróciłem się, aby ruszyć w stronę staruszki niosąc, a raczej utrzymując jej zakupy. Ale staruszki nie było.

Zdziwiony podszedłem tam, gdzie kobieta się potknęła. Jej strój, znaczy, ubranie leżało na ziemi. Rozejrzałem się zaniepokojony dookoła. Zapadał już zmrok, słońce schowało się za horyzont oświetlając aglomerację Poznańską ledwie słaba łuną. Wciąż czujnie rozglądając się dookoła odłożyłem mój, można powiedzieć, towar na ziemię i wyjąłem słuchawki z uszu.

-
Halo? – Krzyknąłem – Psze Pani?

Wtedy moja uwagę przyciągnął jakiś dźwięk. Brzmiało to tak, jakby za moimi plecami ktoś wyszedł z krzaków. Obejrzałem się przez ramię i jakieś cztery metry ode mnie ujrzałem kobietę. Struchlałem.

Z twarzy nieco przypominała staruszkę, której widziałem przed chwilą, z paroma, sarkastycznie mówiąc, subtelnymi różnicami. Wyglądała na starszą o jakieś sto lat, przy czym jej czerwone oczy i usta wyglądały wyjątkowo strasznie. Posturę miała tylko o zarysie humanoidalnym, skóra wyglądała jakby była cała poparzona, w miejscach stawów znajdowały się błoniaste ścięgna. Nie miała - a właściwie chyba nie mało – na sobie ubrania, więc było widać gnijące wrzody na tułowiu rękach i nogach.

Ze strachu nie potrafiłem poruszyć żadną częścią ciała. Okropny potwór wyciągnął szyję i zaskrzeczał przeraźliwie. Odchylone usta ukazały trzy rzędy trójkątno kształtnego, rekiniego, można by rzec uzębienia. Zamiast języka widoczne było lejowaty, powiedzmy, sznurek o czerwono cielistej barwie. Struchlałem jeszcze bardziej.

Poczwara z zawrotną, rzekłbym niespodziewaną, prędkością ruszył długimi, godnymi Grzegorza Marciniszyna, skokami. W panice osiągnąłem prędkość, której zapewne pozazdrościłby mi nawet szanowny kolega Mucha. Zawróciłem z stronę stadionu czując, metaforycznie mówiąc, oddech poczwary na karku.

Niestety w tym momencie wywinąłem popisowego orła na jednej z nie zebranych przeze mnie puszek. Wyłożyłem się na ziemi jak długi, aż mi w uszach zadzwoniło.

Na moje szczęście – a może nieszczęście – krwiożercza bestia przeskoczyła nade mną. Wyhamowała swój pęd ryjąc żwir na głębokość czterech centymetrów. Zdesperowany, czołgając się w tył na plecach rzuciłem jej w twarz ciężką puszką. Dostała prosto w nos. Na jej twarzy pojawiło się głębokie rozdarcie, ale zamiast krwi wypłynęła szybko krzepnąca, gęsta jak smoła substancja.

Zdębiałem na chwilę. Wtedy potwór, niczym szesnastotonowa ciężarówka, zaszarżował w moją stronę z rozdzierającym krzykiem, przeszywającym niczym syreny radiowozów. Zdążyłem już wstać, więc z przerażeniem cisnąłem jeszcze parę puszek, soków i drewniany chodak. Powstrzymało to stwora minimalnie.

Niespodziewanie pokraka zatrzymała się jakiś metr ode mnie. Otworzył szeroko usta i... Strzelił w moim kierunku długim, cielistym językiem, rozszerzającym się na końcu w szeroki lej, pośrodku którego, niczym serce dzwonu, wyrastał wystający nad resztę kościany szpikulec. Jęzor trafił mnie prosto w szyję. Ogarnięty paniką poczułem, jak kolec przebija mi tętnicę z lewej strony karku. Moja krew popłynęła w mocnym strumieniem po szyi. Wtedy ranę, niczym szczelna pokrywka podciśnieniowa, otoczyła rozszerzona końcówka długiego jęzora.

Zwiotczałem. Z każdą kolejną sekunda czułem, jak uchodzi ze mnie życie. Wtedy zrozumiałem, co mnie zaatakowało. Strzyga. Tylko, czemu potwór z śmiesznej słowiańskiej mitologii właśnie spijała mi krew? Nie mogłem tego pojąć. Wtedy w moim umyśle zaczęła narastać determinacja. Muszę spróbować się uwolnić, a raczej, odessać. Mimo iż czarne plamki zaczęły już tańczyć mi przed oczami, spróbowałem chwycić ręką okropny ozór potwory, co okazało się nie lada wyzwaniem, gdyż ręce miałem jak z ołowiu. Czułem się, jakby mój przegub zamiast przez powietrze otoczony był gęstą smołą. Z każdą chwilą widziałem coraz mniej. Nie dam rady – pomyślałem, kiedy ręka opadła mi bezwładnie wzdłuż boku. Musiałem coś zrobić, żeby oderwać to od siebie! Wtedy, nagle kolana się pode mną ugięły i runąłem na ziemię, jak szmaciana marionetka, której ktoś podciął sznurki. Wtedy wydarzyło się parę niesamowitych rzeczy.

Kiedy straciłem władzę w nogach i upadłem, śmiertelny język strzygi oderwał się od mojej szyi. Z tętnicy trysnęła krew. Resztką świadomości receptujac ze zdziwieniem, że żyję z jękiem odturlałem się w bok. Jakimś cudem w tamtym miejscu znajdowała się góra śmieci. Jak zza czarnej mgły zobaczyłem deskę wystającą tuż obok mnie. Chciałem oprzeć się na niej i spróbować się podnieść, ale w tym momencie strzyga dopadła do mnie i zaczęła dusić. Poczułem, że opadam się w nicość. Moje ciało zupełnie się rozluźniło. Potwór, uznając, że umarłem, puścił mnie. Na swoją zgubę. Jako że niemal już straciłem przytomność – a może i życie – bezwładnie runąłem na deskę. Ta wystrzeliła w górę i – uwięziona jednym końcem pod moim tułowiem – zakreśliła wspaniały łuk i trafiła strzygę prosto w czoło. Koniec klepki, który uderzył w jej szkaradny łeb, nabity był gwoździami. ‘Udało mi się’ – pomyślałem, widząc, jak poczwara upada na ziemię. A potem straciłem przytomność.


piątek, 22 maja 2015

Wprowadzenie i ustalenie paru spraw

No dobra. Na początek powiem, że będę zamieszczał co najmniej trzy posty w tygodniu, jeśli coś stanie na przeszkodzie, będę o tym informował. A tu, poniżej zamieszczam moc-document na podstawie pdwunastej księgi roczników długosza, który jest słowem wprowadzenia do historii... Enjoy!

Na podstawie Dzienników Długosza księga dwunasta, Rok Pański 1474, Rok znamionujący się upałem i wielką suszą, następnie pożarami w wielu miejscach Polski.
 
Nazywam się Jacek Białogrodzki i chcę ujawnić prawdę o zagrożeniu, które wisi nad nami od 1474 roku. Historia opisana została w dwunastej księdze Dzienników Jana Długosza. Ale ta, która została opublikowana nie jest pełna. Na szczęście, podczas licznych podróży udało mi się odnaleźć pełną Dwunastą Księgę Jana Raduła Długosza, naczelnego kronikarza Chmurników. Poniżej zamieszczam spisany przeze mnie tekst tego dokumentu, zredagowany, na rzecz lepszego zrozumienia, mając nadzieję, że osoby odpowiednie będą wiedziały, co zrobić. Mimo iż pisałem w języku zrozumiałym dla ludzi współczesnych, używałem też zwrotów średniowiecznych, aby nie utracić piękna, które niosą ze sobą dokumenty z tamtego okresu. Niech Rod was prowadzi!
Jaczemir Strzygobójca – Naczelnik Klanu Barstuka i Żupan Pierwszego Sektoru
 
Rok Pański 1474, znamionujący się w całej Europie i całym Królestwie Polskim tym, że słońce grzało więcej niż zwykle i niebo nie dawało żadnego deszczu. Przyczyną była prawdziwa natura komety krążącej po Polskim nieboskłonie. Owo ciało niebieskie było statkiem Swarożyca, boga słonecznego żaru, syna Swaroga, boga nieba. Aby zrozumieć istotę sytuacji musimy historią cofnąć się do roku pańskiego 966. Wtedy to, panujący ówcześnie monarcha, Mieszko zwany Pierwszym, doprowadził do polskiego chrztu. (Wydarzenie to było poświęceniem kwitnącego państwa Polan w ręce Boga wiary chrześcijańskiej, krzewiącej się na świecie od początków dni) W ten właśnie rok, z pomocą ludzi zwanych Chmurnikami, pod wodzą Wojmira – wojującego za pokój - wysłano bogów słowiańskich do przestrzeni między czasem, gdzie uwięzieni mieli być na wieki.
Jednak na ziemi pozostało ich plugawe potomstwo, zwane przez słowian demonami. Zapewne może pojawić się pytanie, w czym różnią się demony od bogów. Otóż bogowie są nieśmiertelni, demony zaś długowieczne i mają mniejszą od bogów władzę. Ci uśpieni zostali w Białowieży, jeziorze Hańcza, pod Gnieznem, oraz w polach.
        Na ich straży postawiono pięć przychylnych ludziom demonów. Imiona ich były Borowy, Wodnik, Uboże i Południca. Ci stali na straży demonów leśnych, wodnych, domowych i polnych. Uśpiony został także jeszcze jeden demon o imieniu Barstuk, który mieszkał w bzie. Oni mieli obudzić się w razie niebezpieczeństwa i powołać Chmurników na nowo.
I właśnie w roku 1474, kiedy Swarożyc pędził w swym rydwanie po niebie ci, do wtóru złych demonów powstali ze snu. Następstwem tego była straszliwa susza oblekająca całą Polskę. Dymiły we wszystkich okolicach lasy, bory, zarośla i pokryte lasem wzgórza od ognia, na który nie było sposobu i nie można było ugasić płomienia wcześniej, aż ogień pożarł nawet korzeń drzew. Nastąpiło też zdychanie zwierząt, które skubały trawę z piachem, bo muł wypełniał żołądek. Wybuchały nadto częściej, niż zwykle, pożary w Królestwie Polskim. To był właśnie rok Swarożyca, pod koniec którego odesłał swój rydwan a sam wraz z żoną i dziećmi zszedł na ziemię.
Wtedy też ze snu obudzili się Barstuk, Borowy i Południca. Poczęli szukać swoich towarzyszy, Wodnika i Ubożego, którzy wciąż pogrążeni byli w śnie. Lecz, mimo, iż szukali wytrwale, nie znaleźli ich, a musieli bronić swych terenów przed demonami, które budziły się także ze snu.
Niestety po upływie dni paru na niebie znów pojawiła się kometa. Tym razem na niej przylecieli Perepłut, bóg wód i Weles, bóg śmierci wraz z połowicami i potomstwem, a wraz z nimi siedzieli tez ich bracia a między nimi Pochwist, bóg wiatrów z połowicą i potomstwem. Budzili posłuszne sobie demony i zanosili nieszczęście na świecie. W roku tym całym krajem wstrząsały powodzie, straszliwe wichury i tysiące chorób. Wody występowały z brzegów jezior i rzek z taką gwałtownością, że tafla wody w szczytowym momencie powodzie ukryły pod sobą całą Wielkopolskę i Mazury. Wiatry były tak potężne, że Kraków, Gniezno, Poznań oraz Warszawa zrównane zostały niemal z ziemią. Przetrzebienie w ludności było jednym z największych notowanych na przestrzeni dziejów. (Nie zostało jednak uznane za epidemię, z powodu różnorodności chorób atakujących wtedy ludność) Śmierć zebrała wtedy obfite żniwo zarówno wśród ludzi, jak i u zwierząt. Taki był Rok Trojga.
Obudził się też wtedy Wodnik, otrzeźwiony przez wzmożoną aktywność demonów wodnych, oraz Uboże, przez harce demonów domowych. Spotkali się z Barstukiem, Borowym i Południcą, i połączonymi siłami próbowali zaprowadzić pokój. Niestety nie powiodło im się to, gdyż plugawe potomstwo bogów zaczęło się mnożyć i rozpleniać na świecie. Postanowili ukryć się i w ukryciu powołać znów Chmurników. Każdy z nich dobrał sobie pięciu uczniów i rozpoczął szkolić ich w sztuce zabijania demonów, oraz nadał imię starosłowiańskie.
Wtedy, na początku trzeciego roku kometa przemierzała nieboskłon po raz ostatni. Tym razem na jej pokład wszedł Perun – bóg burzy ze swą połowicą i potomstwem, które władały pogodą. Przez całą Polskę przechodziły wtedy burze, gradobicia i deszcze. Srogie mrozy przenikały się z wilgotnym, ciężkim powietrzem i suszami. Ludzie na przemian dręczeni byli przez nadmierną wilgoć, skwar, i zimno. Po roku i oni zeszli na ziemię i kometa nie pojawiła się więcej na niebie.
W tym czasie Chmurnicy razem ze swoimi pięcioma mentorami zbierali siły, szykując się do zepchnięcia bogów i demonów ze świata i sprowadzenia na nich snu. Przez wiele lat polowali na demony, lecz niemal wszyscy uczniowie zginęli. Przy życiu pozostało tylko trzech.(Uczeń i uczennica Barstuka oraz uczeń Wodnika) Pogrążeni w smutku i niemal pewni porażki Chmurnicy wycofali się w głąb Puszczy Noteckiej i zaszyli tam razem ze swoimi uczniami.
A wtedy przybyli oni. Pozytywni bogowie. Zwano ich Białobóg, Dadźbóg, Świętowit, Trzygłów i Żywia. Rozgromili potęgę złych bogów, wyganiając ich poza ziemię. (Osiedlili się potem na księżycu, gdzie są uwięzieni) A potem wraz z Chmurnikami ruszyli do bitwy z demonami. Połączone siły zdziesiątkowały mrowie wrogów. Kiedy bitwy dobiegły końca (był to już rok 1500) aniołowie przekazali Chmurnikom wolę Roda. Mieli odnowić swoją organizację. Pogromcy demonów mieli powstać na nowo.
I tak zrobili. Znów powołali uczniów, aby mieć po pięciu pod swą pieczą. W środku nadnoteckich lasów zbudowali pierwszą i największą Akademię Chmur. Z upływem czasu nabywali coraz więcej uczniów, aż w końcu wyszkolili całkowicie pierwszą pięćdziesiątkę. Podzielili kraj na szesnaście sektorów i do każdego przydzielili po pięciu Chmurników. W pierwszym sektorze tę rolę spełniali Borowy, Barstuk, Południca, Wodnik i Uboże.
Organizacja przetrwała do dziś. Strzegą nas przed potworami i wpływami bogów, podzieleni na pięć klanów:
Klan Ubożego – spotkasz tam wiernych przyjaciół, dbających o innych i szkolących się w gromieniu demonów domowych
Klan Południcy – składający się w dużej mierze z dziewcząt, które uczą się tam, jak radzić sobie z demonami polnymi
Klan Wodnika – tam ludzie są zimni i samotni, niechętni do zawierana znajomości i przyjaźni. Uczą się, zabijać demony wodne.
Klan Barstuka – Najznamienitsi, szkolą się w zabijaniu demonów przynoszących choroby, strach i śmierć.
Klan Borowego - Trafiają tu tylko ci, którzy potrafią spojrzeć z troską na dzicz.
 
Przez wiele stuleci Chmurnicy utrzymywali równowagę na świecie, aż do dziś. Przetrwali, nie zauważeni przez Nieuświadomionych. Pewnego dnia i ja wstąpiłem w ich szeregi, aby odmienić losy świata... Wspaniały chłopak, który zabił strzygę bez wyszkolenia i jakiejkolwiek wiedzy. Tak mnie nazywano, a mimo to przebyłem długa drogę, aby w końcu stać się tym, kim jestem – poważanym w naszych szeregach Chmurnikiem. Ale o tym innym razem.

czwartek, 21 maja 2015

Tak na dobry początek

A co by było, gdyby bogowie słowiańscy istnieli do dziś? Gdyby siedzieli z szanownymi tyłami gdzieś w swoich wypasistych norach rozpusty i czekali tylko na sposobność zniszczenia ludzkości? Jeśli chcecie się dowiedzieć, co by z tego wynikło, zapraszam serdecznie! Jeśli bylibyście chętni, dodajcie w komentarzach opis swojej postaci, a ja umieszczę ją w jakiś sposób w opowiadaniu.